Wyzwanie:
Inwestor planujący budowę segmentu bliźniaka o powierzchni 160 m² znalazł się w kropce. Otrzymał trzy wyceny od różnych wykonawców na etap od stanu surowego do deweloperskiego. Rozpiętość cenowa była ogromna – najniższa oferta wynosiła 340 000 zł, a najwyższa prawie 460 000 zł. Klient nie wiedział, czy ta najtańsza to okazja, czy pułapka, a najdroższa to luksus, czy po prostu zawyżona marża.
Moja praca:
Przygotowałem niezależny kosztorys inwestorski, który stał się „wzorcem” dla tej budowy.
Standaryzacja: Rozpisałem każdą branżę (tynki, wylewki, instalacje, ocieplenie elewacji) według tych samych standardów materiałowych.
Analiza rynku: Wyliczyłem realną wartość robót i materiałów na poziomie 390 000 zł.
Weryfikacja ofert: Po nałożeniu mojego kosztorysu na oferty wykonawców wyszło na jaw, że najtańsza firma pominęła w wycenie ocieplenie poddasza i system rynnowy, a najdroższa naliczyła o 30% wyższe marże na materiałach instalacyjnych niż te dostępne w hurtowniach.
Efekt:
Uzbrojony w mój kosztorys, inwestor wrócił do rozmów z wykonawcą, który najbardziej mu odpowiadał pod kątem jakości, ale był zbyt drogi. Dzięki konkretnym liczbom z mojego opracowania udało się wynegocjować cenę zbliżoną do 390 000 zł, eliminując zbędne narzuty.
Wniosek:
Kosztorys zaoszczędził inwestorowi nie tylko pieniądze (ponad 50 000 zł względem najdroższej oferty), ale przede wszystkim stres. Budowa ruszyła z jasno określonym budżetem, a każda ze stron wiedziała dokładnie, co wchodzi w zakres prac.